Ikigai – dogonić długowieczność

Ogimi to japońskie miasteczko, kryjące w sobie nietypową tajemnicę. Otóż, ta mała miejscowość, położona na wyspie Okinawa, posiada najwyższy na świecie odsetek ponad stuletnich mieszkańców. Dwaj hiszpańscy dziennikarze, zaintrygowani tematem, postanawiają odwiedzić sędziwych mieszkańców Ogimi i wydobyć z nich sekret długowieczności. Projekt intrygujący i ambitny, ale czy do końca udany? 

Tytułowe „ikigai” to japońskie pojęcie oznaczające w dużym uproszczeniu „sens życia”, ale może też być utożsamiane z natchnieniem twórczym lub generalnie z żywotnością. Ikigai ma być wewnętrzną siłą, która napędza nas do działania i tworzenia. Zdaniem autorów, zachodnim odpowiednikiem tego pojęcia może być francuskie „raison d’être” (fr. „sens istnienia”, „racja bytu”). Znawcom filozofii przypomni się zapewne bergsonowska definicja „élan vital” (fr. „pęd życiowy”). Czytelnikom może z kolei nasunąć się skojarzenie z – modnym ostatnio – duńskim pojęciem „hygge” (w wolnym tłumaczeniu: „błogość, przytulność, radość z chwili”).

Jak widać, już sam tytuł może być punktem wyjścia dla pogłębionych rozważań kulturowo-społecznych, dotyczących nie tylko filozofii Wschodu. Problem w tym, że – pomimo ciekawego punktu wyjścia – autorom udało się zaledwie naszkicować główny temat. Nie do końca trafionym wydaje się zestawienie pojęcia „ikigai” z popularnymi technikami terapeutycznymi, czy zasadami współczesnej „filozofii pozytywnego myślenia”. Może jest to i właściwy trop, ale uogólnione informacje i brak bibliografii mogą zniechęcić czytelnika, domagającego się konkretnych danych. Nieco lepiej wypada ukazanie „ikigai” na tle wybranych aspektów japońskiej kultury i filozofii (tu m.in. ciekawe spostrzeżenia dotyczące roli tradycyjnych japońskich zawodów rzemieślniczych).

Mam też wrażenie, że zbyt mało miejsca poświęcono głównym bohaterom książki. Nie liczyłam na szczegółowy reportaż, ale jeden rozdział to zdecydowanie za mało, by opisać specyfikę tak intrygującego miejsca. Owszem, przeczytamy o ciekawostkach, związanych z Okinawą. Poznamy też pokrótce dietę i styl życia mieszkańców Ogimi. Uśmiechniemy się nad humorystycznymi radami seniorów, którym udało się przekroczyć magiczną „setkę”. Gdzieś w tym wszystkim ginie jednak dreszcz odkrywania tajemnicy, którą zapowiadano czytelnikowi we wstępie poradnika. Rady dotyczące zasad zdrowego i szczęśliwego życia – mimo, że potencjalnie pomocne – mogą wydawać się zbyt oczywiste. Patrząc obiektywnie, większość z nich zdaje się odpowiadać mądrościom każdej lokalnej społeczności (żyjącej pod dowolną szerokością geograficzną), opierającej się na silnych więziach wspólnotowych i żyjących w zgodzie z naturą.

Pomimo tylu uwag, cieszę się, że książka o tej tematyce pojawiła się polskim rynku. „Ikigai” warto potraktować jako wstęp – punkt wyjścia do samodzielnego zgłębiania tematyki długowieczności i poszukiwania sensu życia. Punktów filozoficznego zaczepienia jest mnóstwo, więc kto wie, czy finalnie nie zajdziemy dalej niż autorzy tej skądinąd sympatycznej książki.

*

 

Tytuł: Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia

Autorzy: Hector Garcia, Francesc Miralles
Tłumaczenie: Katarzyna Mojkowska
Wyd.:  MUZA 
Wydanie polskie: 2017
Ocena: 6,5/10

 

*

Wydawnictwo:

Pierwotna publikacja:

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Ikigai – dogonić długowieczność

  1. Przypomniał mi się tekst, który przeczytałam kiedyś tam, gdzieś tam o malutkiej greckiej wyspie, gdzie ludzie żyją długo i szczęśliwie. Nic nowego pod słońcem. Mam wrażenie, że tego typu teksty są pisane tylko z myślą o kasie i nie ma to nic wspólnego z prawdziwym poradnikiem albo opisaniem konkretnej społeczności. Może jestem zbyt krytyczna, ale jakoś takie książki do mnie nie trafiają. Wolę już reportaże jak np. w książce „Hokkaido – Japonia bez gejsz i samurajów”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. U mnie podobnie tzn. znałam tematykę „stref długowieczności” już wcześniej, bodajże z któregoś (dobrego) reportażu National Geographic. Liczyłam, że tu pojawi się rozwinięcie tematu, ale autorzy poszli w „szerokość” a nie głębokość. To nie jest zła książka, czyta się ciekawie, intryguje… tylko właśnie jest to wybitnie „wstęp do…” a nie „reportaż o…” 🙂 ps. dzięki za tytuł, nie znam, dopisany do listy

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s