Przyjaciółki z Zielonego Wzgórza? – studio Ghibli w kolejnej, udanej adaptacji

Marnie P1

To jedna z tych subtelnych historii do których ciężko przyłożyć surowe, recenzenckie kryteria. Jak na ironię, najtrudniej jest pisać o rzeczach prostych, nieprzekombinowanych a przy tym przejmujących. O tym, dlaczego (teoretycznie) ostatni film ze studia Ghibli nie dostanie w tym roku Oskara i dlaczego – mimo wszystko – warto go zobaczyć. A że warto, nie mam wątpliwości…

Marnie… to adaptacja klasycznej powieści dziecięcej autorstwa Joan G. Robinson (oryg.: When Marnie Was There, 1967).  Obiektywnie rzecz biorąc, ta historia nie zapowiadała się obiecująco. Uprzedziłam się już na samym początku, gdy zobaczyłam plakat do filmu. Nie podobało mi się przedstawienie tytułowej bohaterki jako stereotypowego blond dziewczęcia, przypominającego swym wyglądem XIX-wieczną, porcelanową lalkę. Po seansie wiem już, że taka „stylizacja” nie była przypadkowa. Nie zmienia to faktu, że w oczach potencjalnego młodego widza niebieskooka Marnie może nie wyglądać na obiecującą, pełnokrwistą bohaterkę. Opis fabuły sugerujący historię „tajemniczej przyjaźni” też trudno nazwać oryginalnym. Grafika, pomimo solidnego wykonania, nie zachwyca już tak jak chociażby w rewelacyjnym wizualnie Tajemniczym świecie Arietty (2010). Podobnie z muzyką (wyłączając końcową, nastrojową balladę) – ta umiejętnie podkreśla nastrój, ale trudno powiedzieć, żeby wybijała się ponad przeciętność.

when marnie was there - book cover

fot. Goodreads

Poszczególne elementy tego dzieła można ocenić oscylując pomiędzy określeniami „prawidłowo”, „standardowo” i „poprawnie, ale przeciętnie”. Mimo tego, w końcowym rozrachunku Marnie wygrywa…

Fabuła Przyjaciółki ze snów opiera się na jednym, wiodącym wątku dotyczącym wyjazdu 12-letniej Anny na wieś. Główna bohaterka jest typem introwertyczki zamykającej się we własnym świecie. Przyczyny takiego stanu zostają wyjaśnione już na początku filmu. Anna jest dzieckiem adoptowanym (o czym dowiaduje się przypadkiem) i choruje na astmę. Poczucie odrzucenia, niezrozumienia przez otoczenie i niemożność ekspresji sprawiają, że dziewczynka coraz bardziej zamyka się w sobie a na próby wtargnięcia obcych we własny świat reaguje agresją. Po jednym z ataków choroby przybrani rodzice decydują się na wysłanie swej wychowanki na wieś, mając nadzieję, że zmiana otoczenia wpłynie pozytywnie nie tylko na zdrowie, ale i na psychikę nastolatki

marnie_house

fot. „Dom na nadbrzeżu  – zamieszkany, porzucony a może nawiedzony?”

Jak można się domyślić, taki scenariusz zostaje właśnie zrealizowany. Anna trafia pod skrzydła krewnych. Sympatyczne małżeństwo traktuje przybyłą z taktem i wyrozumiałością, pozwalając jej na swobodne eksplorowanie otoczenia. W takich okolicznościach nawiązuje się tajemnicza przyjaźń, która faktycznie doprowadzi do zmiany w trudnej osobowości głównej bohaterki.

Historia jakich wiele, ale w tym wypadku twórcom udało się zachować urok, prostotę i niewinność tej opowieści. Marnie… przypomina mi swym klimatem kanadyjską serię o Ani z Zielonego Wzgórza (pamiętacie scenę nawiązania „wieczystej przyjaźni” Ani z Dianą Barry?). Tu i tam mamy do czynienia z bohaterką, dla której istnienie w świecie własnych wyobrażeń jest niezbędne do przetrwania. Jedna i druga żyje na granicy dwóch światów – „obcego” świata dorosłych i wewnętrznej, wrażliwej rzeczywistości dziecka. Trzeba podkreślić, że Anna zdaje sobie sprawę z przenikania się tych dwóch światów. Dziewczynka szybko domyśla się, że oczywistą nie jest też tożsamość Marnie…

green gable 1

Ania i Diana (Anne of Green Gables, 1985) vs. Anna i Marnie

anna marnie 3

Twórcy filmu subtelnie operują nastrojem. Letnia sielanka otaczająca Annę jest tylko pozorna. Wraz z rozwojem akcji narastają niepokojące wątki. Szybko okazuje się, że pozornie spokojna i wyciszona Anna nosi w sobie pokłady żalu, goryczy a nawet agresji (ważna scena z festynu!). Życie nowo poznanej przyjaciółki też zdaje się nie być usłane różami. Dlaczego Marnie ucieka z domu?

Podoba mi się sposób, w jaki wykorzystano tu tropy typowe dla opowieści grozy. Dwuznaczne sygnały dotyczące otoczenia (dziecięce buty na mokradłach), tubylców (milczący rybak) i podejrzanych budowli (silos, w którym „straszy”). Które z nich są prawdziwe a które prowadzą do ślepego zaułku? Twórcom udało się zachować równowagę pomiędzy baśniowością a prawdopodobieństwem psychologicznym bohaterek. Warto to docenić. Wydaje mi się, że brak wyważenia tych elementów doprowadziłby w jednym wypadku do powstania łzawego melodramatu, w drugim – kiczowatej opowiastki dla nastolatek. Jednego i drugiego udało się na szczęście uniknąć. Przeżycia obydwu bohaterek są opowiedziane z wyczuciem i zrozumieniem a rozwiązanie wątku głównego zaskakująco przejmujące.

Nawiązując do Oskarów – Marnie… ze swoją subtelną nastrojowością, prawdopodobnie zginie w wyścigu o hollywoodzkie laury. Zakładam jednak, że będzie lepiej jeśli ta adaptacja zamiast statuetki otrzyma należne miejsce pośród klasycznych dziecięcych animacji.

Takich, do których z przyjemnością będzie się wracać nawet po latach.

***

marnie jp. poster

 

Tytuł: Marnie. Przyjaciółka ze snów
(jp. 思い出のマーニー, Omoide no Marnie)
Reżyseria: Hiromasa Yonebayashi
Studio: Ghibli
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10

 

 

***

fot.: materiały dystrybutora

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Przyjaciółki z Zielonego Wzgórza? – studio Ghibli w kolejnej, udanej adaptacji

    1. Polecam gorąco! Bardzo spokojna, wyważona opowieść z nieoczywistym zakończeniem. Skrojone pod kino familijne (najlepiej w wersji mama/babcia + córka), ale dorośli też się tu zdecydowanie odnajdą… Pod względem warsztatu Ghibli nie schodzi poniżej pewnego poziomu, więc wizualnie także nie powinno zawieść!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s